Co ma zrobić porzucony?
Porzucił Cię chłopak i nie wiesz, co robić. Bardzo go kochałaś i kochasz nadal. Miotasz się, bo nie wiesz, czy prosić go, aby wrócił, obwiniasz się o to, że doszedł, cierpisz, jesteś już inną osobą. Jesteś zraniona, potrzebujesz plastra, i to solidnego.

Każde rozstanie pozostawia po sonie ślad, nie mówiąc już o ranie po niespełnionej lub przerwanej miłości. Tym trudniej Ci, jeśli zostałeś porzucony czy porzucona. Jeszcze gorzej się czujesz, jeśli on czy ona, znalazł sobie kogoś nowego. Czujesz się wtedy jak stary i brzydki mebel, pomimo, że masz dopiero 19, 20 czy nawet 30 lat, jesteś w pełni sił życiowych, silny, zgrabny i potrafisz dalej żyć. Powiedz to sobie i uświadom: żyjesz i będziesz żył dalej, bo od miłości się nie umiera.
Jeśli masz jej nadmiar, możesz obdarzać nią innych. Problem tylko w tym, że osoba porzucona czuje się niewartościowa i wydaje jej się że nie ma w niej miłości: tym samym nie może ona obdarowywać nią innych, lub przynajmniej tak się jej wydaje.
Tymczasem, aby oderwać się od ogarniającego Cię smutku, musisz wyrwać się z takiej sytuacji, w jakiej teraz jesteś. Zrób coś ze sobą. Wiem, że nie nic nie ma teraz dla Ciebie sensu, jednak wróć do tych chwil sprzed związku, kiedy było Ci w miarę dobrze, i kiedy radziłeś sobie sam, kiedy miałeś przyjaciół, spotykałeś się ze znajomymi. Może to na początek dobre rozwiązanie, aby spotkać się z paroma osobami?
Kiedyś potrafiłeś być szczęśliwy, choć tęskniłeś za miłością. W niej spełniałeś się, i to ma być … koniec. Nie ma końca. Miłość nadal trwa, tylko osoba, na która ją przelałeś, była niewłaściwa, skoro Cię potrafiła porzucić. Nie zamartwiaj się.
Jedyne, co możesz zrobić z byłą miłością, to porozmawiać o niej z kimś. Jeśli Ktoś Cię porzucił rzeczywiście z powodu, który Ty sam wytworzyłeś, zrobiłeś coś złego, to idź i przeproś. Może okaże się, że nie jest tak źle i że nie jest to koniec, ale kryzys. jeśli jednak związek z tą osobą jest już zakończony, to nie rozdrapuj starych ran. oczywiście, jeśli czujesz potrzebę rozmowy z tą osobą, porozmawiaj. Jednak, jeśli on czy ona Cię raniła celowo wcześniej, a Ty nie potrafiłeś nic zrobić – nie wracaj już do tego.
Znajdź sobie jakiś cel, nawet mały, pozornie błahy. Ćwicz, biegaj, zacznij jeździć na rowerze, rolkach, łyżwach, robić makijaż, fryzurę, zacznij spotykać się na powrót z ludźmi, bo na pewno w czasie związku to zaniedbałaś. Powoli minie. Wydaje Ci się teraz, że to niemożliwe? Zobaczysz: tylko przetrwaj ten czas i przekonasz się, co będzie dalej, tuż za rogiem.
Niczego się tam nie spodziewasz, bo życie się dla Ciebie skończyło? Nie ma tak łatwo: przed Tobą jeszcze wiele lat poznawania nowych ludzi, radości zabawy, czasami także smutku – życie nie jest kolorowe, nie łódź się, ale nie jest tez takie szare, w jakim teraz tkwisz.
szukano:
- rzucił mnie chłopak
- co robic po rozstaniu
- co zrobic po rozstaniu
- rozstanie psychologia
- chłopak mnie rzucił
- jak przeżyć rozstanie z partnerem
- jak przeżyć rozstanie z chłopakiem
- rozstanie z dziewczyna
- rozstanie z partnerem
- zerwał ze mną chłopak
- co robić po rozstaniu
- zostałam porzucona
- rzucil mnie chlopak
- co zrobić po rozstaniu
- porzucona przez faceta
- jak przetrwać rozstanie z chłopakiem
- jak przetrwać rozstanie z dziewczyną
- chłopak ze mną zerwał
- facet mnie rzucił
- jak przeżyć rozstanie z dziewczyną
- rzucił mnie facet
- porzucona
- PORZUCONYM BYc
- mężczyzna porzucony
- porzucony
- chlopak mnie rzucil
- porzucony facet
- psychologia rozstania
- chłopak powiedzial mi ze nie jestem w jego typie
- co czuje facet po rozstaniu







mam to samo byłam z facetem 3 lata i mamy piekna coreczke i mieszkalismy razem ale on sobie ubzdurał ze mam romans i wyrzucil mnie z domu i zbral dziecko jestem u ojca i cały czas mysle ze wroci ta miłosc ktora była ale kiedy dzwoni do mnie zeby cos powiedziec to mnie wyzywa nie ma normalnej rozmowy próbowałam jakos to załagodzic ale nie dało rady. w tym momencie poznałam chłopaka ale nic z tego nie wyszło. smutno mi bardzo. wczoraj juz byłam w pół przytomna bo nafaszerowałam sie prochami ale kiedy uswiadomiłam sobie ze to jest koniec i nic nie da sie zrobic to poszłam do lazienki i wyzygałam te prochy ale mało brakowało cały czas mysle o samobojstwie ale mam ta iskierke nadzieji ale ona gasnie nie wiem jak długo pociagne.
Masz córkę to chyba ważniejsze niż mąż? Ja przynajmniej uważam że moje dziecko jest ważniejsze albo równie ważne jak mój partner
a mnie rzucl facet, toreggo kochalam jak szalona nagle, smsem, napisal: wiesz co? to koniec. odchodze. a potem napisal jeszcze: mam cie w dup*e. Pierd**e to. Poczulam sie jak smiec. Uwazam, ze sposob rozstania tez jest wazny. Bo chamstwo na koniec robi dziury w sercu nie do zasklepienia.
ja zakochałem się w cudownej kobiecie delikatna wrażliwa byłem w nią wpatrzony jak nigdy dotąd i co odrzuciła mnie moja męka trwa już rok to ja zawsze byłem na każde zawołanie jak było jej źle ja ją broniłem w pracy robiłem wszystko żeby dała mi jakiś znak i co nic nie wskórałem myślę że prawdziwa miłość dwojga ludzi wcale nie istnieje dziś walczę z tym uczuciem zmieniłem pracę żeby jej nie widywać wznowiłem studia zajełem się polityką moją jedyną pasją chciałbym jeszcze raz zawalczyć o nią ale klapki mi opadły z oczu jeżeli ona jest wstanie mnie tak skrzywdzić nie powinienem jej kochać dziś postanowiłem zostać sam już drugi raz zakochałem się bez wzajemności dochodzę do wniosku że nikt nie jest wstanie mnie pokochać chociasz mam w sobie uczucia pomimo tego że jestem trochę zdystansowany do ludzi i oschły ALE NA PEWNE SPRAWY NIE MAMY SPRAWY DZIEWCZYNY NIE ŁAMCIE SIĘ
ja chce umrzec niemam dla kogo juz zyc!!!4lata temu rozwiodłam sie z mezem dla młodszego o3 lata wymarzonego ukochanego!teraz miłosc kturą miałam zostawiła mnie podobno dla pracy?wygasły w nim uczucia stał sie dla mnie obojętny!a ja zostałam teraz sama niedochodzi to do mnie niepogodze sie z tym nigdy!myslałam ze jestem jedyna na swiecie z rozdartym na szczepy sercem?kiedy to minie?okropne nikomu niezycze tego bólu!mam31 l jestem wrakiem człowieka!
załamanie
Dzisiaj wygasła we mnie ostatnia nadzieja co zabolało jak nic nigdy wcześniej. Pierwszy raz w życiu czuje tak wielki ból Mój związek był związkiem na odległość, każdy od razu pewnie powie, że to bez sensu, ja tak nie uważam. Jeśli dwie osoby bardzo chcą to wszystko jest możliwe. Lecz problem właśnie pojawia się gdy jedna z osób ma inne pragnienia. Wszystko się zaczęło w wakacje, wyjechaliśmy razem nad morze i wtedy narodziło się nasze uczucie. Było jak ze snu i do dzisiaj jest to najpiękniejsze wspomnienie w moim życiu. On bardzo zabiegał o moje względy, obskakiwał mnie wręcz a ja z powodu moich wcześniejszych przeżyć bałam się zaufać. Przyjeżdżał do mnie, stał w pociągu całą noc po to by móc mnie zobaczyć. Pożegnania były pełne łez. Często miałam wyrzuty sumienia, że on mnie kocha bardziej niż ja go. Próbowałam nawet z nim zerwać, ale nie potrafiłam zresztą on zalewał się wtedy łzami. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość, w końcu dzięki niemu nie bałam się przyszłości. Mieliśmy po roku razem zamieszkać, miał się przenieść do mojego miasta. I właśnie obietnicami próbował zdobyć moje serce. Dawał ich bardzo dużo. Zapewniał miliony razy, że mnie nie zostawi, że nie potrafi życ beze mnie. Uspokajało mnie to, wierzyłam w to chociaż wiedziałam, że nie powinnam ufać. Wszystko się zaczęło walić gdy poszedł na studia. Zaczął wymigiwać się od przyjazdów. Rozmowy stawały się coraz rzadsze. Mówił, że się uczy. Ale zazwyczaj po prostu spędzał czas z kumplami, oglądał filmy czy też spał. A gdy już rozmawialiśmy od razu uznawał, że idzie spać albo, że musi się uczyć. W końcu po tak wyglądających około dwóch miesiącach przestał mówić, że mnie kocha. Zerwaliśmy. Wciąż miałam pretensje o to jak mnie oszukał, bo jego obietnice zahaczały o moje życie, były naprawdę ryzykowne. Sprawiły, że widziałam całą swoją przyszłość na podstawie tych obietnic. Najpierw nie odzywał się w ogóle. Później zaczął pisać, zaczął tworzyć jakąś sztuczną przyjaźń.
Strasznie cierpiałam, trudno rozmawia się chłodno z kimś kogo się kocha nad życie. Zaczęłam się spotykać z ludźmi by powoli zapomnieć. Szukałam sobie zajęć. Ale nie pomogło, wszystko wracało i sprawiało od nowa ból. Wtedy usłyszałam od znajomego żebym walczyła skoro kocham. Więc walczyłam. Starałam pokazać się z jak najlepszej strony, nie dawałam o sobie zapomnieć. Codziennie trzymała mnie przy życiu nadzieja, że jak w końcu się spotkamy, spojrzymy się w sobie oczy, nastąpi dotyk będzie jak dawniej. Dzisiaj zapytałam kiedy się spotkamy. Napisał mi jasno, że to będzie tylko spotkanie przyjaciół. Że będzie miał dystans. Że jego stosunek do mnie się zmienił nieodwracalnie, że nie chce już próbować, że znowu bo będzie popełniać te same błędy. I te słowa mnie zabiły. Po tylu miesiącach cierpienia i ciągłej nadziei to był największy cios jaki mógł mi zadać. Nie rozumiem dlaczego po tylu obietnicach, po tym jak się starał tak strasznie mu zależało nagle poszedł na studia zrozumiał że jednak mnie nie kocha. Nie dociera do mnie, że można się tak po prostu odkochać. Nowe życie okazało się atrakcyjniejsze. Nie dociera do mnie, że już nigdy go nie zobacze. Nie obudze się przy nim. Wszystko mi o nim przypomina. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Znowu mam próbować rzucić się w wir zajęć i imprez? To mnie nie zadowala. To mi nie pomaga. Zapominam na chwile, a później gdy zostaje sama wiem, czego tak naprawdę chcę. Chcę być z nim. Czuję ból. Niewyobrażalnie mnie rozrywa w środku. Boli mnie serce i ściska żołądek.
Łzy same cisną sie do oczu.Te wszystkie porady to tylko teoria. Jeśli kogoś się naprawdę kochało to nie ma na to leku. Będzie się to rozpamiętywać zawsze, kolejne związki będzie się porównywać do poprzedniego. Nie wyobrażam sobie wakacji z innym mężczyzną nad morzem. Nie wyobrażam sobie tak samo leżec i nie robić nic z innym mężczyzną. To było nasze. Tego już nie ma. I nie będzie. Nie widzę sensu w powtarzaniu tego z kimś innym. Tego bólu nie da się pozbyć. Można go tylko stłumić. Ale później gdy zostaje się samemu z myślami wszystko będzie wracać. Ja osobiście nie mam już siły… To się wlecze tyle miesięcyi…. nie wyobrażam sobie swojego życia bez niego. Zabrał mi wszystkie plany i marzenia. Zabrał mi siebie. Nie chcę już żyć, bo mój sens odszedł.
Rozumiem Cię w 100%. Też związek na odległość i też nie przetrzymał. Tylko, że to ja wyjechałem na studia. Też myslałem, ze miłość pokona wszystko, że 300km to bardzo blisko. niesety okazało się inaczej. Ona bardzo cierpiała, dowiedziałem sie o tym po fakcie. Nie byłem idealny ale kocham Ją ponad wszystko. Walczyłem, ale tym tylko zwiększałem jej cierpienie. Bo ona ciągle mnie kocha, zawiodłem Ją i dlatego muszę ponieść konsekwencje, bo nie mogę być tak samolubny i zabiegać o nią wiedząc, że będę ją ranił. Nie mów, że nie chcesz już żyć! Na pewno są osoby, dla których musisz być! Też miałem takie myśli, choć mój związek skończył sie w tą niedzielę. Pamiętaj, ze nikt nigdy nie jest sam. Nie wiem, czy Ci to coś może pomóc ale teraz ja się będę martwił;)
Dokładnie czuję to samo…;( kompletnie sobie nie radzę…
Wiem, że to zabrzmi beznadziejnie. Ale wypróbowałam na sobie, i podziałało. Natychmiast musisz przestać myśleć o Nim, nie wspominać na siłę pięknych chwil. Bo ból jest jeszcze większy wtedy. Trzeba znaleźć jakieś zajęcie ja np. wzięłam się porządnie za naukę i taniec, wyjść do ludzi, którzy dają mega energie :), poznać jakiegoś fajnego chłopaka. I powoli tamto życie oddzielić grubą kreską. Zapomnieć, wymazać, i włożyć do albumu z historią. :) I przede wszystkim zmienić myślenie. Jest jeszcze tyle osób, dla których warto się rano podnieść z łóżka.
Brak mi nawet słów na to wszystko. Ja kocham jego a on mnie, ale zdecydował, że już nie chce definitywnie być ze mną przez kłótnie. Było ich naprawde wiele i większość z nich na ostrzu noża. Czasem sama miałam ochotę to zakończyć, ale nie miałam na to sił, bo kocham go ponad życie i wiem, że jestem uzależniona. Najgorsza jest świadomość, żę oboje się kochamy, ale być ze sobą nie możemy. Od paru dni staram się to naprawić, proszę, płaczę, poniżam się jak nigdy w życiu, honor odszedł dawno. Chociaż jeszcze przed tym związkiem słysząc sytuację, żę ktoś kogoś błaga o powrót śmiałam się… Teraz nie jest mi wogóle do śmiechu. Dziś błagałam o pocałunek, dotyk, przytulenie. Bezskutecznie… Już nioe widzę sensu w jakichkolwiek związkach, bo pakujesz w coś całe swoje serducho a potem wszystko legnie w gruzach i tak. Nie wyobrażam sobie powrotu do normalnego życia, bo go dla mnie nie ma. Są chwilę , w których czuję się silna, że dam rade, ogarnę to jakoś, ale za chwilę wybucham panicznym płaczem i to uczucie odchodzi zamieniając się w nieopisaną słabość.
Pozdrawiam szczęśliwe singielki, bawcie się i cieszcie życiem, bo nie zdajecie sobie sprawy jakie to piękne, może kiedyś uda mi się do was dołączyć…
Proszę,niech ktoś mi pomoże i napisze do mnie,ktoś w podobnej sytuacji do mojej…Byłam w cudownym związku,ale on odszedł do …dzieci…Miał dzieci z poprzedniego związku i one po rozstaniu swoich rodziców,nie mogły się z tym pogodzic!Wybrał dzieci,mnie poprosił o czas,wyrozumiałośc,ale to tak trudno…Może ktoś wie jak sobie z tym poradzic?
siss ten facet jest w porządku ma swoje zasady to jeszcze nie ten Twój za jakiś czas popatrzysz na to z dystansu i stwierdzisz, że dobrze się stało żyj swoim życiem dla siebie a wszystko się ułoży
mnie też rzucił chłopak o imieniu Kuba bardzo go kochałam no i kocham
ale mówi mi że mnie kocha a po za mną szuka dziewczyny ale bardzo dobrze że moje koleżanki mają chłopaka i nie chcą chodzic z Kubą a i tak on niema szans na jakom laskę
ale ja mam tego dośc mam wielką ochotę go żucic….i powiedziałam mu że go rzucam..
i poszedł nie było mi go żal… 5dni temu na gg napisał mi jakiś nieznajomy numer napisał że nazywa się Michał i mam 12lat odrazu wiedziałam że to Kuba no i go zablokowałam i wykasowałam go z listy znajomych i niechce o tym gadac..
Rozstanie to też łaska dana od Boga… łzy obmywają nam serce, twarz i dłonie, a ból jest drogą na skróty, która prowadzi do doskonałości, doskonalej możemy kochać, szanować, zauważać drugą osobę którą kiedyś będziemy mieć. Jestem po 3 letnim związku i wiem co pisze, zostałem zostawiony na "moment" przed ślubem. Jednak największa tragedia to rozpad małżeństwa, żadnej ceny nie warto płacić za taką sytuacje. A ci któży zostawiają małżonka dla kogoś innego są godni pożałowania, bo nie wiedzą jak wielką krzywde potrafią wyrządzić.
Siss
jestem w podobnej sytuacji, spotykałam się z mężczyzną, który od samego początku powiedział, że ma dziecko z inną kobietą (nie byli już razem). Bałam się tego związku i przed uczuciem broniłam się bardzo długo. Niestety nie udało mi się, pokochałam go coraz bardziej z dnia na dzień. On powtarzał mi że jestem dla Niego najważniejsza i że beze mnie by sobie nie poradził. Nie musiałam długo czekać żeby moje szczęście legło w gruzach. Kilka dni temu powiedział mi, że nie może mi marnować życia, że on nie ma już szans by normalnie żyć, a ja jestem zbyt cudowna i za bardzo mnie kocha by mnie tego pozbawiać… zostawił mnie…nie wiem jaki jest powód, myślę że na pewno mnie nie kochał i nie byłam dla Niego wystarczająco ważna skoro podjął taką decyzję, ale ogromny żal pozostaje dlatego trzymam kciuki za Ciebie, cokolwiek się nie wydarzy wiedz, że najwyraźniej tak miało być.
Pozdrawiam
Tomuś niestety sie z Toba nie zgodze … co do żałowania tych ktorzy zostawiaja dla kogos innego. Nie jestes w sytuacji tej osoby wiec nie oceniaj .. Piszesz o Bogu a to On tylko ma do tego prawo zeby oceniać . Wpadasz w pułapke uczuc i jest po tobie.. niechcesz nikogo krzywdzic. Przez długi czas kochałem kogoś innego niz ta osoba z którą byłem. Myslisz ze przez 3 lata bez wyrzutów sumienia funkcjonowalem ? chcialem to zmienic rozwiazac sytuacje . niestety przyszedł kres tego "mało oficjalnego" związku . Mimo ze Ona mnie kocha .. zbyt duzo krzywdy jej wyrządziłem nie dawalem nadzieji a Bóg wie ze liczylem na to ze tylko z nia bede , teraz chce zrozumiec jej sytuacje.. Modle sie co wieczór o sile i o to aby Bog dał mi Ją albo zabral to uczucie. Co wiecej rozstałem się z oficjalną partnerka.. zrozumialem ile mógłbym krzywdy jej zrobić gdyby to wyszło na jaw, ze niechce tworzyc czegos co jest fałszywe.. Bardzo ja doceniam i chciałbym powiedziec ze szanuje ale to nie bylo to
Gdybym był pozałowania godnym dupkiem to poprostu bym wczesniej zerwał, niestety pozałowania godny był lęk przed zranieniem jej .
Teraz jestem sam .. ze sobą i ze swoimi smutkami… i pisze komentarze na portalu internetowym …smutne to jest
czas wszystko wyleczy.. chyba
powodzenia
Ja rozstalam sie w ubieglym tygodniu. W zasadzie po tylko 4miesiecznym zwiazku. Wydawaloby sie, ze 4miesiace to dopiero poczatek i wtedy zaczyna sie dopiero to najwspanialsze. U nas niestety sie skonczylo. Mial wiele wad, ktorych nie widzialam, albo moje rozowe okulary nie pozwalaly widziec. Po 3miesiacach powiedzial, ze wyjezdza do rodziny na weekend bo mial ciezko chorego tate, caly czas bylismy w kontakcie telefonicznym, w soobote wieczorem napisal smsa, ze wybiera sie do znajomych, pisal w miedzyczasie ze jest fajnie, sa tam fajni ludzie i jeszcze troche posiedzi, bylo juz dosc pozno, wiec poszlam spac nie myslac o niczym.
Wiedzialam, ze w pn znow bedzie przy mnie i bedziemy zyc jak dotychczas. W niedziele rano napisalam smsa jak tam po imprezce i czy sie fajnie bawil. Odpisal, ze chyba za duzo alkoholu wypil i sie zle czuje, ale ze bylo fajnie. W niedziele w nocy wrocil, ale zobaczylismy sie dopiero w poniedzialek po jego pracy. Przez caly tydzien nie zauwazalam nic co mogloby byc jakos podejzane.
Cieszylam sie na piatek i wspolny weekend !!! poszlam do niego po poludniu do pracy i mielismy wspolnie pojechac do niego. Czekalismy na tramwaj, a on mowi ze musi mi cos powiedziec !!! co mu nie daje spokoju !!! popatrzylam … i wtedy wyrzucil z siebie, ze wtedy na tamten weekend co byl u znajomych napil sie za duzo i nie byl w stosunku do mnie szczery !!! :( ale ze to bylo nic nie znaczacego, ze ta dziewczyna tez ma chlopaka !!! (tylko pogratulowalam) sam nie wie jak mogl mi to zrobic, bo ze mna bylo mu cudownie pod kazdym wzgledem (tez tak myslalam !!!). Zalalam sie lzami, nie moglam pojac, zrozumiec.
Bylam na ten weekend u niego, ten szok spowodowal, ze dalam druga szanse !!! choc wlasciwie o nia nie prosil, bylam taka dobita !!! postanowilam wymazac te historie i sprobowac zyc dalej !!! ale czulam, ze on zamiast sie starac zaczynal byc obojetny, przestal pisac mile smsy, wszystko bylo takie oschle jak do kolezanki, bez uczucia, nawet jak chcialam sie do niego zblizyc to nie odwzajemnial tego. RANIL z dnia nadzien. Po tygodniu w nastepny weekend dostal smsa i mi mowi, ze ta wlasnie dziewczyna, z ktora mnie zdradzil napisala, ze zerwala swoj 4letni zwiazek dla niego bo sie w nim zakochala !!! BOZE swiat padl mi drugi raz !!! ja zrobilam oczy !!! przeciez mowil ze nie bylo uczucia !!! POPLAKALAM sie, a on pocieszajac powiedzial, ze on od niej nic nie chce !!! nie wiem ile w tym prawdy … nasz pseudo zwiazek trwal jeszcze 2 tygodnie, wykanczalam sie psychicznie, jego „staranie„ bylo dla mnie katorga. Totalnie zimny, obojetny, a jak plakalam to pytal dlaczego placze, w ogole nie zauwazal problemu choc niby byl swiadomy.
Powiedzialam KONIEC !!! w niedziele, serce nie bylo na to gotowe, a rozum tak !!! minal rowny tydzien, placze codziennie, najgorsze byly 2pierwsze dni, w pn jeszcze sie spotkalismy, powiedzial ze jest swiadomy tego co zrobil i ze mnie w takim stanie nie zostawi. Myslalam, ze jego pomoc spowoduje ze bedzie mi lepiej, ale po poniedzialku postanowilam walczyc sama, pisze … czasem dzwoni, ale jak dzwoni to ja placze w telefon, nie jestem w stanie zerwac calkiem kontaktu, wiem ze to glupio brzmi po tym co mi zrobil, DORADZCIE !!!!!!!!!!!!!!!!!! BLAGAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pisalam tu 5 tyg temu – chlopak rzucil mnie niczym smiecia – napisal smsa: to koniec, ochodze, mam cie w d. pierdo*e ciebie". To byl moj pierwszy mezczyzna. Ukochany. Ufalam mu, oddalam mu serce. Od tamtego czasu milcze. On tez. Nie ma dnia, bym o nim nie myslala. Czasem jest tak kiepsko, ze placze. Ale nie chce pisac, dzwonic, bo to juz jest niepotrzebne. Wiem, ze jesli on w taki sposob zerwal, to to nie byl mezczyzna, a dziecko. Uciekam myslami jak najdalej od tej historii. to zle – bo ja tego nie przetrawilam, raczej zamknelam sie w sobie, by nie bolalo tak mocno, Udaje ze tej histroii nie ma. A ona sie wydarzyla i przedziurawila mi serce na wylot. Zle rozstania sa okropnym doswiadczeniem.
Miesiąc temu zostawił mnie chłopak. byłam z nim dwa lata a tak dokladnie dwa lata i jeden dzien… dzien po naszej 2 rocznicy zdradził mnie (był podobno pijany). nastepnego dnia mnie zostawił.. stwierdzil ze za duzo sie kłocimy(chociaz w ostatnich dniach sie nie klocilismy) ale ja sadze e powodem rozsatani był fakt ze on nie umial udzwignac swojej winy, tego ze mnie zdradził.. tchorz.. ale coż poradzić jak serce kocha ? rozstawalismy sie kilka razy, ale nie na dluzej niz 3 tyg… wiem, ze tym razem nie wrocimy do siebie.. popsoru to sie czuje, widzi, zreszta, po tym jak mnie potraktowal(zdradzil, a pozniej nic nie mowiac zostawił pod byle pretekstem) nie chce poprostu powtarzac poprzednich bledow i wracac do niego, bo niby poco? zeby znowu mnie zostawil? zdradzil? olal i poszedl sie napic z kolegami zamiast poswiecic troche czasu? nie wiem poco wogle pisze na jakims forum, ktorego i tak zapewne nikt nie czyta ale jak sie widzi ze ludie maja takie same problemy, czasem nawet gorsze(jest juz po slubie, sa dzieci i nagle mazzdradza, zostawia) to jakos latwiej zniesc ten ból.. DORKA myślę, że daj wam troche czasu, on musi przemysle, i ty rowniez.. czy chcesz wracac do faceta ktory cie zdradzil .. niemozesz byc pewna ze jezeli on wroci do ciebie po tym jak go bedziesz blagac nei zacznie sie spotykac z tamtadziewczyna ktora go pokochała… no. to chyba tyle. Życzę powodzenia wszystkim porzuconym.
PS: nie warto na sileszukać kogoś nowego i pocieszac się bo nie dosc ze krzywdzi sie ta osobe to jeszcze nic to nie pomaga.. wiem bo tak samo mialam.
PO PRAWIE CZTERECH LATACH ZWIAZKU… FAKT NA ODLEGLOSC… ALE CO 5 MIESIECY SIE WIDZIELISMY I TERAZ PRZYLECIALAM DO STANOW DLA NIEGO WSPOMNE ZE ON TEZ U MNIE BYL… I BYLO FANIE DO PEWNEJ ROZMOWY KTORA JA ZACZELAM BO CHCIALAM ZAGRAC ZE TO NIBY KONIEC ZE JEST NIEODPWIEDZIALNY A ON W PLACZ ZE TYKO JA I TWARDO BO BOG DAL MI SILE ZAPYTALAM NAJPIERW POWIEDZ CO UKRYWASZ A ON NA TO MAM 5 MIESIECZNA CORECZKE!!!!!!!!!!!!! KLAMAL MI CALY TEN CZAS… MIELISMY PLANOWANY SLUB WSZYSTKO NAWET JAK BYL W POLCE TO JUZ ONA BYLA W CIAZY!!!!! I PO CO TO WSZYTKO!!!!!!!!!!!! CZUJE SIE JAK NAIWNA IDIOTKA KTORA CALE SWOJE SERCE ZYCIE MU ODDALA… RZUCIALM DOBRA PRACE W POLSCE ZOSTAWIAM WSZYSTKO DAL NIEGO…………….. NIE CHCE MI SIE ZYC!
A ja dokładnie 13 kwietnia powinnam mieć rocznicę 3-letniego związku. Powinnam-ale nie będę już jej obchodzić…bo zamierzam się rozstać. Tak, tak…wśród tych wszystkich komentarzy ludzi porzuconych-jestem z tych co porzucają. Ale uwierzcie-to nie jest łatwe… Próbuję znaleźć w sobie siłę by w końcu powiedziane przeze mnie słowo "koniec" było coś warte. Bo przecież, który raz już z kolei te słowa padły…Aniu-Ciebie porzucił chłopak 3 tyg temu-"Czasem sama miałam ochotę to zakończyć, ale nie miałam na to sił, bo kocham go ponad życie i wiem, że jestem uzależniona [...] Od paru dni staram się to naprawić, proszę, płaczę, poniżam się jak nigdy w życiu, honor odszedł dawno. [...] Dziś błagałam o pocałunek, dotyk, przytulenie. Bezskutecznie…" To nie ma sensu Aniu. Robiłam to samo…Poniżałam się, błagałam, starałam się cokolwiek zmienić w naszym życiu-by nie było tych ciągłych kłótni, tego codziennego mijania obok siebie. Tylko, że on kocha mnie na swój sposób…Sposób, którego już nie akceptuję. Zdałam sobie sprawę, że chcę być kochaną i czuć to chociaż raz w tygodniu. Gdy chcę powiedzieć-odchodzę…przychodzi z jego strony (chyba w akcie rozpaczy) odrobina czułości…a po dniu, dwóch-jest znów to samo. Dlatego Aniu-ja znajdę w sobie siłę-której Ty nie miałaś-i zakończę to uzależniającą mękę…
Kochani kazde rozstanie piekielnie boli a jesli zostaje owoc milosci ,spotkania ,zauroczenia ?Bylam w zwiazku szesc lat,mam synka ktory urodzil sie bo oboje tego chcielismy .Kiedy tylko sie pojawil na swiecie wraz z nim nastapilo rozstanie.Tak wracalismy przez te trzy lata juz kilka razy ,tracac szacunek do samych siebie .Staramy sie utrzymac dobre kontakty jedynie dla synka .Wiem jak bardzo sie roznimy i jak mocno cierpimy !Przy dluzszym nie widzeniu sie bardzo tesknie za nim i jestem wstanie wszystko mu wybaczyc.
Mnie chłopak rzucił a byliśmy 3,5 roku temu nie mog sobie z tym poradzić…
Wiem czym jest strata bliskiej osby,czym jest pustka odczuwana po utracie kochanego.Sama nie umiem ułożyć sobie życia ,chociaż mam przy sobie kogoś ,kto mnie bardzo kocha,ale nie potrafie odwzajemnić tego uczucia i mam z tego powodu wyzuty sumienia.Kocham tego ,który już nie jest ze mną,ale hołduje zasadzie że trzeba najpierw wybaczyć sobie ,żeby póżniej wybaczać innym
Święta…czas radości, a mnie kroi się serce, ściska w gardle…mój ponad 9 letni związek runął. Przez ostatnie miesiące biłam się z myślami czy warto dalej ciągnąć ten stan, nie obwiniam drugiej strony za to że nastąpił koniec, wiem że jestem winna, to jest dobry człowiek, bardzo wartościowy, łączy nas wiele wspomnień, wspólne wakacje, wypady, są i będą przedmioty, sytuacje i miejsca kojarzące się tylko z nim…wiem jak wielką miłością mnie darzył nadal darzy… we mnie coś zgasło, nie potrafiłam okazywać uczucia, ciepła, uciekałam w tłum, czułam się samotna. Podstawą związku są rozmowy u nas było ich bardzo mało, różnimy się znacząco temperamentami i charakterem. Chciałam aby nasze rozstanie odbyło się z kulturą, na poziomie, chcę jemu przede wszystkim pomóc przejść przez to mniej boleśnie, wiem że jemu będzie ciężko z racji tego że mieszkaliśmy razem, ja teraz jestem w nowym pokoju – wynajmuję, nie mam tu warunków jakich miałam , do jakich przywykłam, ale nie można być ze sobą dla komfortu mieszkaniowego. Jest mi smutno i przykro żę tak musiało się stać jak się stało, chciał żebyśmy jeszcze raz spróbowali dać sobie szanse, może udałoby się uzdrowić ten związek… nigdy się nie dowiem czy by się udało bo nie dałam nam takiej szansy. Tak naprawdę podczas ostatniej rozmowy ze sobą najwięcej się dowiadujemy o sobie, stać nas wtedy na szczerą rozmowę, bez wrzasku i złości…ciężko mi było powiedzieć że to definitywny koniec, chcialabym żebyśmy utrzymali jakiś kontakt nie wiem jak to nazwać aby właściwie zabrzmiało… przyjacielski to chyba nie najbardziej odpowiednie słowo ale zebysmy pomogli sobie przez to przejść. Może ktoś z Was doradzi czy właściwym jest pisanie do osoby z którą się było? czy to jeszcze bardziej jej nie zdołuje? jakie macie w tym doświadczenie? Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek przeżyję tyle fajnych chwil jakie my przeżyliśmy, mimo że to ja odeszłam jest mi również ciężko z tym żyć, zależy mi na szczęściu byłego partnera, mam nadzieję że znajdzie się ktoś kogo kiedyś pokocha tak mocno jak mnie i kto odwzajemni jego uczucie z taką siłą bo naprawdę zasługuje na to by być szczęśliwym… moje problemy z okazywaniem uczuć pewnie zrodziły się od dzieciństwa bo przecież to wynosi się z domu, moja matka nigdy nie okazywała mi uczuć, bynajmniej tego nie pamiętam, prędzej tato… ale jego straciłam pół roku temu niestety, może to nie jest dobry pomysł żeby użalać się na forum ale musiałam to zrobić… może ktoś będzie miał ochotę popisać, wymienić się podobnymi doświadczeniami… 1/3 razem spędzonego życia z bliską osobą to naprawdę szmat czasu… nie da się wymazać tych chwil… jedno jest pewne samotność jest straszna… puste ściany nie ma się do kogo odezwać, zrobić komu kawy… dobija mnie to wszystko…. wiem że nie będzie łatwo…
ty go nadal kochasz
Agnieszko czytam Twoja opowieść i uwierz w 100% pokrywa sie z moja, jestem na takim samym etapie jak Ty. Widzę że nie jestem jedyna osoba która zerwała i tkwi w takiej cholernej próżni. To co napisalas tutaj jest calkowitym odzwierciedleniem tego jak ja sie czuje i jak mysle…..wiesz moj byly partner nigdy mnie nie skrzywdzil, nigdy nie zawiódł, nie zdradzil….a ja postanowilam z nim zerwac i zniszczyc 5 letni zwiazek bo nagle stwierdzilam ze nie jest juz dla mnie na tyle atrakcyjny i ze mnie nie pociąga….wiem to chore ale potem zastanawialm sie czy ja go kocham doszlam do wniosku ze chyba jednak nie, probowałam cos zmienic siebie naprawic aby dostrzec cala reszte ale nie potrafilam i po roku meczenia sie z wlasnymi myslami postanowilam zakonczyc 5 letni zwiazek…..Pamietam jak płakał jak z nim zerwalam….obydwoje plakalismy i przytulalismy sie….teraz mija 8 miesiecy od tamtego momentu i nadal sobie nie radze z samotnoscia, pustka, żalem i wspomniniami, nie umiem znalesc sobie miejsca, nic mnie nie cieszy i bywa tak ze zyc mi sie nie chce….a jemu zycze wszytskiego dobrego mam nadzieje ze kiedys znajdzie madrzejsza dziewczyne ode mnie ktora bedzie odwzajemniac jego uczucia, ktora bedzie go mocno kochac i da mu wiecej niz ja dawalam bo to jest wspanialy czlowiek….tez bardzo zalezy mi na jego szczesciu
Dziewczyny nie załamujcie się. Mnie chłopak rzucił bez powodu po ponad półrocznym związku, może to i niedługo, ale kochałam go ponad życie, wydawało mi się , że jeszcze nikt nikogo niekochał tak jak ja jego, i że nikt nigdy nie cierpiał tak jak ja. To było 8 miesięcy temu i od tamtej pory nie ma dnia, żeby nie nasunęła mi sie myśl o nim. Ale to są już tylko martwe, puste wspomnienia, wiem, że skoro był w stanie być tak chamski i tak strasznie zranić, to po prostu był złym człowiekiem, który nie zasługiwał na moją miłość. Na początku nienawidziłam. Teraz nic do niego nie czuję. Kompletnie nic. Chyba moje serce zrozumiało, że szkoda zarówno mej miłości, jak i nienawiści na takie zero. Nie ma go dla mnie. Nie istnieje. Chciałabym, żeby był nieszczęsliwy, bo na to zasłużył,
ale już nie życzę mu tego z całego serca, tak jak dawniej. Po prostu nic mnie on nie obchodzi :) Jestem gotowa na nową miłość, z pewnością ten związek i rozstanie wiele mi dały, nauczyły, dojrzałam, i myślę że będę lepszą kobietą dla kogoś w przyszłości, postaram się unikać starych błędów. Na dyskotece już spokojnie mogę tańczyć, przytulać się, pocałować z innym, patrzeć tamtemu w oczy i nie myśleć o NIM. Jego już nie ma. Bardzo pragnę już bliskości, związku z kimś, tyle że nie spotkałam jeszcze tej właściwej osoby. Ale jak sami widzicie, czas naprawdę leczy rany. Wszystko się zmienia, trzeba to zaakceptować, bo życie polega na ciągłych zmianach, ale uwierzcie, że TO może być zmiana na lepsze :)
Nie wolno nam się załamać. Ciężko mi wczuć się w sytuacje, gdy małżeństwo się rozpada, ale uwazam ze równie mocno można kochac w związku trwającym krotki czas.
Byłam kiedyś w związku trwającym 2 lata, bylam strasznie zakochana, myslałam tak to ten jedyny. Popełniałam wiele błędów dlatego mnie zostawił. był bardzo dobrym chłopakiem, pełnym uczuć i ciepła. płakałam z anim strasznie nie mogłam się pozbierać kilka miesiecy. Z czasem ból minął a ja poznałam kogoś nowego i znów sie zakochałam a swojego bylego traktowałam już jak kolegę, niestety tydzien temu rozstalam sie z tym drugim chlopakiem cierpię, ale życie nauczyło mnie, że może znów spotka mnie miłość.
Jedynie, co teraz mnei dreczy to moja pierwsza miłośc, czesto piszemy do siebie mam wrazenie ze on nie zapomnial, że nadal coś czuje. I to mnie zastanawia bo wiem, że to najlepszy chłopak jakiego spotkałam w zyciu. Wracając do tematu, przezywam rozstanie, nie wychodze z domu bo minał zaledwie tydzień, ale wiem, że spotka mnie szczescie i kazdego z Was spotka. A czas pozwala zapomniec i goi rany.
Pozdrawiam
Poznałam boskiego faceta. Właściwie, zostaliśmy zeswatani:) Od samego początku miałam rozterki związane z tym związkiem, ponieważ był starszy o 11 lat. Dziwiło mnie to gdyż nigdy nie szukałam rówieśników, zainteresowanych imprezowaniem itd. Od momentu poznania byliśmy ze soba prawie codziennie. To była moja miłość od drugiego wejrzenia:) Po 4 miesiącach wyjechalismy na wakacje, z których przywieźlismy cud zycia. Byłam w ciąży. Okazał się bardzo odpowiedzialny, mimo swojego niezogranizowania i chaotycznego sposobu bycia i zycia. Zaplanowaliśmy ślub, zamieszkalismy razem, zaczelismy wykańczanie jego domu… Ale juz wtedy wiedziałam, że mnie nie kocha. w 10 tygodniu okazało sie, że nasz dzieciątko ma wadę serca i nieprawidłowo sie rozwija, wykonano zabieg…Dalej bylismy razem. 2 miesiące po zabiegu zamieszkalismy w naszym domku. Moja miłość była nie do opisania, bezgraniczna. Robiłam wszystko, by było mu ze mna dobrze. Mi było wspaniale, mimo tego, że coraz bardziej zauważałam brak miłości z jego strony. Jednak moja miłość i egoizm nie pozwalały mi odejść. Aczkolwiek w złych dniach ciągle sie nad tym zastanawiałam. 3 dni temu chciałam z nim porozmawiać i poprosic, aby nie ukrywał spotkań ze swoimi koleżankami, ponieważ nie jestem o nie zazdrosna i nie zabronie mu tego. W końcu zapytałam "czemu mieszkamy razem??" Teraz tego żałuje. Powiedział że mnie nie kocha i wątpi, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Zadawałam pytania, on odpowiadał, że nigdy nie kochał żadnej ze swoich dziewczyn i był z nimi z przyzwyczajenia. Kochał jedną, a z nią nigdy nie był. Powiedział, że mieszkamy razem bo taki był plan, a jesteśmy razem bo tak wyszło. Po tej nocnej rozmowie spędziliśmy razem jeszcze 2 dni. Rozmawialismy w ciągu nocy, ja płakałam, kochaliśmy się, było niesamowicie, on mnie pocieszał. W ciągu dnia było tak jakby nic sie nie wydarzyło. Byliśmy na zakupach, u jego rodziców… miałam nadzieje, że to był tylko zły sen i że się rozmyślił. Jednak nie. Teraz trwa już drugi dzień moich błagań, próśb, poniżania i żebrania o możliwość bycia z nim. Twierdzi, że nie pokocha i szkoda mojego czasu. Dziękuje, że o niego dbałam, przeprasza że nie kocha. Ale nie potrafi mi powiedziec prosto w twarz, że to koniec. Przytula, całuje, pociesza, mówi, że było mu ze mna dobrze. Jak moge w takiej sytuacji nie mieć nadziei. Kocham go szalenie. Wiem, że większośc powie, że to głupota i błąd, ale wystarczy mi jedno jego słowo i przybiegne. Kiedy miałam wątpliwości dawno temu mówili żebym słuchała serca a nie rozumu, bo rozum jest nauczony kalkulować. Byliśmy razem 11 miesięcy, 5 mieszkaliśy razem. Teraz nie potrafie zasnąć bez jego objęć…
3,5 roku temu zostawił mnie chłopak i kompletnie się rozsypałam. Nie byłam w stanie funkcjonować, zamknęłam się w domu obwiniając się o wszystko i czując jak śmieć. Nie mogłąm znależć pracy czułam się niedowartościowana. Aż przyszedł pewien moment przełomowy w moim życiu. Nagle poczułąm ZŁOŚĆ, tak silną wściekłość, że dałam się wyprowadzić na takie manowce. Stanęły mi przed oczami wszyscy faceci, szanse, z których nie skorzystałam, zatopiona w swym bólu. Zobaczyłam, jakim był burakiem, jego słowa, jego opinie, jego nieodpowiedzialność, jego miemanie o sobie (był przeciętniakiem, a uważał się za nie wiadomo kogo). Szybko staram się nadrabiać stracone chwile, choć czasu nie cofnę, ale nie jest za późno nigdy przecież. Chciałam powiedzieć coś osobom, które cierpią teraz. NAprawdę przyjdzie czaskiedy pojawi się spokój. Mi zajęło to 3 lata, ale on przyszedł.
A u mnie było zupełnie inaczej niż u was wszystkich.
Poznałam chłopaka, napisałam do niego
postanowiliśmy się spotkać było suuper
za 2 spotkaniem było już pod górkę, pokłóciliśmy się on mówi że mnie skreśla
ja nie mogłam się z tym pogodzić, koleżanka pomagała mi pisała do niego sms,
dzwoniła wkońcu spotkaliśmy się po raz 3, wyjaśniliśmy sobie wszystko…
za 4 spotkaniem też było ok, sama zaczęłam się do niego wtulać, nigdy nie byłam
taka śmiała ale wtedy czułam taką potrzebę.. pytałam mu się kiedy się spotkamy czy jutro mu pasuje on mówi dobra ok … ja odeszłam w skowronkach, następnego dnia do żadnego spotkania nie doszło a on napisał abym dała mu spokój że jestem za młoda i nie w jego typie … nie wytrzymałam pytałam się moim znajomym jaka jestem z wyglądu wszyscy mi mówili że śliczna że niczego mi nie braknie. a jest starszy tylko o 3 lata czy to jest duża różnica ?? wali mnie już wszystko … ja już nie będę wielce błagała aby się spotkać … KONIEC robienie z siebie idiotki !!!! to nie dla mnie zawsze chłopacy starali się o mnie .. ja też staram się piszę okazuje mu czułość a on ma to kompletnie w DUPIE .. a ja się zakochałam … ale życie leci dalej xd nie warto się załamywać .. zawszę się mówi pozna się kogoś lepszego kogo będziesz kochała jeszcze bardziej .. kto na ciebie zasłuży .. i tak robię może jest mi przykro ale dziewczyny to minie dajcie sobie więcej czasu !!!!
a jak poznacie kogoś innego znów będziecie w skowronkach :P
Pozdrawiam
w niedziele 2.04.2010 r. zostawił mnie chłopak. byliśmy ze sobą 3.5 roku kupe czasu. od kąd pamiętam kocham go ponad życie. jeszcze w sobotę kochalismy się pod gołym niebem, a teraz próbuje normalnie funkcjonować!
Nie mam z kim pogadać, nie ma mnie kto przytulić! A co jest najgorsze mieszka ma przeciwko mnie miałam do niego przez ulicę! JESTEM ZAŁAMANA. nie wiem gdzie szukać pomocy.
ja z moim chłopakiem rozstałam się prawie tydzień temu chociaż nie poprawka to on postanowił odejść, byliśmy ze sobą pół roku dla jednych długo dla innych krótko, jednak ja przez ten czas pokochałam go jak nikogo innego pomyślałam kurcze w końcu i do mnie los się uśmiechnął . zabawne jest to że nigdy nie pomyślałam że będziemy razem znamy się od podstawówki(czyli dobrych już 16lat) zawsze się nam się miło rozmawiało. aż w końcu coś zaiskrzyło między nami początek jak zawsze cudowny nie mogliśmy dnia bez siebie wytrzymać mówił że jestem wyjątkowa że zależy mu na mnie że chce być ze mną, a ja z każdym dniem coraz bardziej go kochałam. aż tu nagle stwierdził że nie chce być już ze mną że nie jest zakochany i że dalsze bycie razem nie ma sensu, że nie jest jeszcze gotowy na dłuższy związek. to po co to wszystko było to zwodzenie mnie mówienie że chce być ze mną, planowanie wspólnych wakacji skoro wiedział że długi związek nie jest dla niego to po co ta gra nie rozumiem tego i raczej nie zrozumiem . to boli i to bardzo nie wiem czy kogoś jeszcze tak pokocham,może to wszystko moja wina za bardzo się starałam. za dnia pracuje to jakoś na chwile zapominam, jednak wieczory są najgorsze ta pustka w sercu i oczekiwanie że może jednak jeszcze się odezwie że może nie wszystko stracone,cały czas płaczę nie radzę sobie z tym tak bym chciała go przytulić poczuć ten spokój który zawsze czułam będąc z nim. postanowiliśmy zostać przyjaciółmi może z czasem on mnie pokocha i jeszcze się nam ułoży, bo ja nie przestanę go kochać tego jestem pewna. albo może jednak nie jesteśmy sobie przeznaczeni, i chociaż straciłam chłopaka którego dalej bardzo kocham ale może zyskałam przyjaciela. czas pokarze jak to będzie z nami. wiem jednak też że czas nie goi ran on tylko przyzwyczaja do bólu:(
dwa miesiace temu zakonczyl sie moj zwiazek narzeczony zostawil mnie 3 miesiace przed slubem dzien przed rozstaniem mowil ze mnie kocha i tak poprostu odszedl nie moge sobie z tym poradzic nie wiem ile jeszcze wytrzymam on mieszka na tym samym osiedlu widujemy sie codziennie nie rozmawiamy wogole a najgorszev jest to ze moja przyjaciolka zaczela sie kolo niego krecic i chyba sie spotykaja a ja to wszystko musze ogladac
4 tygodnie temu zerwał ze mną mój chłopak. Udawałam "twardziela" ,nie płakałam,nie żaliłam się nikomu. Ale jednak cały czas miałam nadzieję,że będziemy razem. Ostatnio dowiedziałam się,że znalazł sobie dziewczynę – moją znajomą. Cały czas o tym myślę – co robią,czy są razem,o czym rozmawiają czy mówią o mnie. Jest to bardzo męczące. I mam już lekko dość,tym bardziej,że bardzo często sie widujemy i zachowujemy się jakby nigdy nic. Czytam wasze wypowiedzi i widzę,że nie jest ze mną źle,że mogło być gorzej,ale jakoś nie potrafię dojść całkowicie do siebie.
Przedwczoraj byla niedziela niby wszystko ok bolala mnie glowa on pisal i dzwonil az mu powiedzialam zzloszczona ze nie wytrzymam juz dluzej naszych klotni i nie chce z nim byc:(to bylo klamstwo kocham go ponad wszystko)zaczal mi ublizac kiedy nie oebralam nastepnego telefonu i powiedzial ze on tez nie chce juz ze mna dluzej tracic czasu naublizal mi od najorszych.Dzisiaj mamy wtorek dalabym wszystko zeby byc w jego ramionach wiem ze go kocham i on mnie tez ale jeste strasznie uparty i wiem ze chocbym niewiem co robila nie wroci do mnie.Moze ma tak byc niewiem ale wiem ze bardzo go kocham pomimo iz jest ostatnim hujem za przeproszeniem.Wylaczylam obydwa telefony i zamknelam sie w domu jak mysz w dziurze :(wiem ze to juz koniec nie ma sensu dalej tej gry grac bede musiala wyjechac gdzies na pare dni zapomniec i poznmieniac telefony numery wszytsko zeby o nim zapomniec.Jesli ktos ma ochote porozmawiac o tym samym problemie podaje moj numer GG23226927.Pozdrawiam wszystkich porzuconych.buziaczki.
jesli chcesz pogadam z Toba na gg mam ten sam problem moj GG 23226927 pisz smialo.pozdrawiam
Też mnie ktoś zostawił.
Mój związek trwał krócej niż wasze, ale sądze że jestem osobą która bardzo przywiązuje się do ludzi.Dlatego to rozstanie tak bolało.
To była moja pierwsza miłość….
Bolało , ale mam wspaniałych przyjaciół którzy byli obok mnie kiedy tego najbardziej potrzebowałam.Wspierali mnie.
A on?
Co najlepsze nie powiedział mi nawet dlaczego zrywa.
Do tej pory nie znam nawet powodu.
Po prostu przestał się odzywać. I przyjechał tylko żeby zerwać.
No cóż.
Zycie to czy się dalej i będzie toczyło się dalej bezwzgędu na wszystko.Nie załamałam się a czasem wspominając miłe chwile mam blady uśmiech na twarzy.
Jeżeli chcecie pogadać- bo czasem może lepiej , łatwiej z nieznaną osobą – podaje moje gg – 20803980
Macie przykład we mnie że życie po rozstaniu jest możliwe.
Kochani… to ja chyba mam podobnie :) Mnie zostawił chłopak, bo stwierdził, że zauroczenie mu się pomyliło z miłością. Poczułam się okropnie i dalej nie mogę sobie miejsca znaleźć. Do tego podczas rozstania w ogóle go nie poznawałam. Zachował się wobec mnie jak kompletny kretyn … Szkoda słów.
Pozdrawiam.
PS: Mam nadzieję, że kiedyś mi przejdzie :(
mój chłopak sie nie odzywał a nagle 4 dni przed kinem powiedział mojej kumpeli że pokinie zerwie ze mną tydzień temu napisał mi jesteś ta jedyna byliśmy razem 5 miesięcy mam strasznego doła
Ach , :( teraz jestem w wielkiej rozsypce , rok do tylu chlopak mnie zostawil bo okazało się że znalazl kogoś innego i potem minelo troche czasu i po pol roku dalam mu szanse , po szczesliwych 6 miesiacach wczoraj stał sie szorstki , zimny, mielismy sie spotkać ,dzownilam do niego kilknascie razy to za 12 telefonem odebrał to wydał sie na mnie, czuje ze albo znudzilam sie mu lub na nowo zrobil to co kiedys znalazl se kogos drugiego , tak mnie to rani :( probuje znaleźć zajecie ale nie wychodzi mi to , błakam myslami o nim :( w snach widze go :( ciagle chodzi po mojej glowie gdy zerkne na sms w ktorych pisał ze ejstem wazna ze nie zostawi mnie cisnie mnie do placzu bo co ja mu takiego zrobilam :( nie zasluguje na takie traktowanie :( przestalam dzwonic do niego i pisać zobacze jak to bd:( chce z nim byc ale boje sie ze za jakiś czas zrobi to samo i znowu zostawi mnie :(
mam 17 lat chodze do zawodowki wyjechalem 15.03.2010 roku na kursy na miesiac poznalem tam moja milosc tak bynajmniej myslalem zaczelem zagadywac bylo bardzo fajnie bardzo duzo czasu spedzalismy razem ukrywajac to przed innymi gdy zaproponowalem jej zeby zostal moja dziewczyna odpowiedziala mi ze to zalezy ode mnie zdiwilem sie bo ja chcialem z nia byc a ona mi mowi ze to zalezty ode mnie w kolejny dzien mi wytlumaczyla o co chodzi ze ma niby chlopaka tzn. poznala 2 lata temu pewnego chlopaka z poczatku wszystko bylo ok miedzy nimi jednak on zaczol wyjezdzac za granice najpierw na miesiac potem na coraz dluzej ona chiala wkoncu z nim zerwac a on jej powiedzial ze jak z nim zerwie to ja zabije a potem siebie ja to zakceptowalem poniewaz powiedziala mi ze i tak z nim zerwie bo chce byc ze mna zaproponowalem jej zeby zamieszkala ze mna bo ja bardzo pokochalem i chcialem z nia zamieszkac poniewaz miszkalismy od siebie bardzo daleko (72km) ona sie zgodzila tylko powiedziala jak skonczy szkole ktora konczy w tym roku po kursach pisalismy ze soba mielismy plany na przyszlosc zostalem zaproszony na wesele kuzyna powiedziala ze pojdzie ze mna az tu po 2 dniach jak sie zgodzila przestala sie odzywac nie odp. na sms-y nie odbierala tel odemnie i wylaczala tel. dzwonilem pisalem minely 3 dni az ktos odebral tel myslalem ze to ona a to odebral jej chlopak z ktorym mowila mi ze zerwala z nim poczulem sie jak by ktos mi serce ukradl nie chciala ze mna porozmawiac nie wiem co robic caly czas mysle o niej nie wiem co zrobilem nie tak ze nie chce ze mna rozmawiac czuje ze to koniec ale i tak bede czekal moze wroci do mnie ale nie wiem jak dlugo wytrzymam
mnie też rzucił chłopak, to tak boli :( nie potrafie sobie z tym poradzić. Nie rozumiem tez jego decyzji, było idelanie. Nie kłóciliśmy, palnowaliśmy wspólną przyszłość. Związek był naprawde idealny. Nawet nie mam żadnych złych chwili by wspominać , by starć się znalęść jakies plusy tego rozstania. Był naprawde dobry pod każdym, względem, nigdy nawet nie dał żadnych znaków że coś jest nie tak. TWierdzi, że coś z nim jest nie tak, że mnie kocha (tak już jak sie rozstalismy, jak się żeganliśmy to powiedził, że mnie kocha) ale, że jak byśmy byli dalej razem to by mnie skrzydził, że bym niby bardziej cierpaiła.Nie potrafie tego zrozumieć, on chce przeczekać to co w nim siedzi (sam nie wie co) i może wszystko sie ułoży. Nie wiem co mam myleć, czy walczyć o ten związek czy odpuścić, czy to jego słowa tylko po to były żeby troche zmniejszyć mój ból, nie wiem, nie chciał też swoich rzeczy zabrać. NIc z tego nie rozumiem, to takie trudne, tak bardzo go kocham
Poznalam chlopaka przez internet,na poczatku wogole nie zawracalam sobie nim glowy-nie byl w moim typie,ale tak nalegal na numer telefonu ze mu podalam i zaczelismy rozmawiac ze soba calymi dniami,poczulam w im osobe,ktora zawsze chcialam miec przy sobie,a dlatego ze on mieszka za granica a ja w Polsce-umowilismy sie ze na urlop przyjedzie tutaj.Wszystkie zdarzenia z calego dnia mu opowiadalam,on mowil o glebokim uczuciu do mnie,o palanach na przyszlosc-ja podswiadomie mu nie wierzylam,ale tez snulam plany.Dzien przed przyjazdem jak zwykle zadzwonil i mielismy siespotkac nastepnego dnia bo byl juz w Polsce-niestety nie odbiera telefonu,sam tez nie zadzwonil.Tak zranil moje serce,bo ta znajmosc trwala caly rok,a ja nawet za nikim sie nie ogladalam,bo myslalam ze sie spotkamy i bedziemy szczesliwi-on tak mowil.Zostaly mi duze rachunki i zawiedzione serce.
Ja z moim chłopakiem byłam ponad 6 lat. Wszystko było fajnie. Nawet ostatnio się nie kłóciliśmy ani nic. Nagle z dnia na dzień on zaczął mnie olewać :/. Nie pisał do mnie smsów ani na gg nic a jak już to tak jakbym była jego koleżanką. Błagałam go o spotkanie żeby porozmawiać, ale zbywał mnie, że jest chory, że to, że tamto. Ostatnio napisał:" jak będę miał czas to wpadnę i tyle. Zluzuj." Jest mi bardzo ciężko i nie potrafię pojąć jego zachowanie. Dodam, że trwa to już ponad 2 miesiące. Nie wiem o co chodzi i to jest chyba gorsze niż to, że by mi po prostu powiedział, ze to koniec. Ja go naprawdę kocham i wszystkie wspomnienia tak bardzo bolą. Nie umiem sobie z tym poradzić… Nie potrafię pojąć, jak można tak nagle stać się w stosunku do drugiej osoby z którą się już tyle jest i się ją kochało a może i kocha takim zimnym i takim chamem, jak tak nagle można się stać takim obojętnym…. Ciągle słyszę żebym go olała i poszukała sobie kogoś innego, ale ja nie potrafię :(. Nie potrafię z tym wszystkim od tak pogodzić, wymazać wspomnienia i jego i zacząć być z kimś innym… Dlaczego on mnie tak rani?